Masz pytanie?
fala

dwa szczyty

DWA SZCZYTY                                                                       Weronika Bunij

Dawno, dawno temu, nad górami, nad lasami, nad siedmioma rzekami i siedmioma jeziorami górowały majestatycznie dwa wysokie szczyty – szczyt śmiechu i szczyt smutku. Niestety, nie porastały ich rośliny, a na ich zboczach nie pasły się żadne zwierzęta.

Góra Smutku bardzo się tym zamartwiała, zaś Szczyt Śmiechu albo śmiał się z żywych stworzeń, gdyż jego zdaniem na innych terenach nigdy nie będzie im dobrze jak u niego, albo z wielkim optymizmem wymyślał różne sposoby mające przyciągnąć do niego rośliny i zwierzęta. Niestety, większość żywych stworzeń nie chciało mieszkać ani na szczycie smutku, ani na śmiechu, gdyż nie odpowiadała im atmosfera i warunki panujące na obu górach. Jedynie małe robaczki o grubych pancerzach zapuszczały się na ich tereny, lecz co tym dumnym górom po robaczkach! Z zazdrością patrzyły na inne koleżanki i chciały tak jak one dawać schronienie i szczęście wszelakim organizmom, nie tylko żukom i gąsienicom. Jakiż to klimat panował na szczycie smutku i szczycie śmiechu, skoro nic tam nie chciało zamieszkać? 

Góra Smutku z powodu swej wiecznej melancholii nieustannie wylewała fale łez w postaci licznych potoków i rzek, zmieniających co chwilę kierunek. Ponieważ ciągle była skwaszona, woda miała tam kwaśny odczyn, a w wyniku jej obiegu w atmosferze ziemię zalewało mnóstwo kwaśnych deszczy. Krople wsiąkały w glebę, ta stawała się kwaśna i nie nadawała się już do zamieszkania przez większość żywych organizmów.

Szczyt Śmiechu miał zupełnie odmienny problem – stale się śmiał, a co za tym idzie, wypluwał z siebie potoki lawy, chmury pyłu i duszącego gazu, a także trząsł się ze śmiechu, powodując trzęsienia ziemi. Stale się bawił – tryskał gorącymi gejzerami, pluł magmą na odległość, a także przebierał się w różne kreacje z masy piroklastycznej. Nic tam nie było stałe – żaden kamień, żaden płat zaschniętej lawy nie leżał w jednym miejscu przez pięć minut – szczyt wyrzucał go w powietrze lub zalewał magmą ot, tak dla zabawy. Większość istot oprócz opancerzonych żuczków nie wytrzymałaby na nim, gdyż trujące opary i wysoka temperatura tam panująca zabiłyby je. Ponadto niestałość ziemi i mnóstwo lawy wylatującej z zaskoczenia usmażyłyby takowe, nim by się spostrzegły.  

Wszystko tak trwało, dopóki obie góry nie zaprzyjaźniły się. Rozpoczęły się wielkie zmiany. Na początku tej niezwykłej przyjaźni zarówno Góra Smutku, jak i Szczyt Śmiechu dziwiły się swojemu zachowaniu.

- Jak ona może tak płakać i płakać? Przecież świat jest piękny, można robić tyle przyjemnych rzeczy, nie rozumiem tej jej ciągłej depresji… wiem! Muszę z nią porozmawiać! – myślał Szczyt Śmiechu.

- Dlaczego on tak ciągle się śmieje? Z jakiego powodu? Ileż tak można? Nie mogę tego pojąć! Może go o to zapytam? – zastanawiała się Góra Smutku.

Mijały dni, a one rozmawiały, rozmawiały, rozmawiały i uczyły się od siebie nowych zachowań. Pierwszy szczyt miał to, czego nie posiadał drugi, a drugi to, czego nie posiadał pierwszy, dlatego uzupełniały się nawzajem. Płacząca góra zaczęła mniej płakać i rozpaczać, aż wkrótce po raz pierwszy roześmiała się. Lecz miast lawy i trzęsień ziemi występujących u koleżanki, u niej wszystkie wody zmieniły odczyn na zasadowy, a temperatura znacznie się ociepliła. Góra śmiała się coraz częściej, aż pewnego dnia poczuła lekkie, przyjemne ukłucia w różnych częściach ciała – to małe roślinki zapuszczały w nią korzenie, a sama odniosła wrażenie wielkiego szczęścia, jakiego dotąd nigdy nie zaznała, powodując znaczne ocieplenie swojego klimatu.

W tym samym czasie szczyt śmiechu zaczął kontrolować swoje emocje i wyrażać je w inny sposób – przeobrażając się dla przyszłych zwierząt i ludzi. Ileż energii pochłaniało tworzenie grajdołków, dolin, skarp i pagórków we własnej ziemi! Nie zapomniał także o miejscach, gdzie mógłby dać upust swojemu szczęściu bez szkody dla stworzeń. W tym celu wzniósł wielkie wały z masy piroklastycznej, by w środku harcować i pluć lawą. Od tej pory, kiedy coś go ucieszyło, szalał tylko tam. Pewnego dnia, podczas takich figlów zdarzyło się coś nieoczekiwanego: popłakał się ze śmiechu! Dwa duże strumienie popłynęły poprzez doliny, lecz zaraz wyparowały, z powodu niekorzystnej temperatury, która, choć trochę spadła, nadal nie nadawała się do życia. Szczyt po raz pierwszy poczuł smutek i bezwiednie wypuścił ze szczelin skalnych pięć wielkich rzek, a także obniżył znacznie klimat. Woda przyciągnęła rośliny, a wtedy szczyt sowicie się rozpłakał z wielkiego szczęścia.

Mijały lata, obie góry porosły trawą i stały się schronieniem zwierząt. Starzejąc, wygładziły się i przybrały postać niewielkich wzniesień. Jednakże nawet po tylu latach można odnaleźć ślady ich dawnego majestatu – pod Szczytem Śmiechu odnaleziono wulkaniczne złoża, a po wielkich rzekach Góry Smutku pozostał tylko niewielki strumyk wpadający do Małej Ślęzy.